View By Date

Tags

  • 27 Feb 2017
    Bielawa. 30-tysięczne miasto, w którym prawie nic się nie dzieje. A nawet jak się dzieje, to i tak jest to do niczego. Bo organizator, bo sponsorzy, bo milion innych powodów. Po prostu nie może się udać. Taka panuje tu obiegowa opinia. Daje się to odczuć w prywatnych rozmowach oraz po komentarzach na lokalnych portalach internetowych. Stąd od razu przychodzi do głowy myśl, że dwa tygodnie ferii zimowych będą wiały nudą, podobnie jak nie dający spać w nocy wiatr, kiedy temperatura na zewnątrz „spada” do +10 stopni. Jednak po tych dwóch tygodniach ująłbym to inaczej: dzieje się, lecz nie każdy ma chęć tym się zainteresować. Najprościej jest z góry założyć, że nie warto zerknąć nawet, co organizowane jest w MOKiS-ie, czy jakimś Art-Inkubatorze. Nawet nie bardzo wiedziałem, że coś takiego w Bielawie w ogóle działa. Temu wszystkiemu dane było mi się przyjrzeć, kiedy moja młodsza siostra Aleksandra przyniosła ze szkoły ulotkę, na której widniał napis: „Ferie ze sztuką”. Był w niej program na całe dwa tygodnie. Rzuciłem pobieżnie okiem na rozkład pierwszego dnia: zajęcia z tańca HIP HOP, zajęcia plastyczne, zajęcia ceramiczne, czerpanie papieru, nauka gry na gitarze, nauka gry na instrumentach dętych i klawiszowych. Do tego klub filmowy, zajęcia z animacji artystycznej, gry i zabawy z wykorzystaniem konsoli do gier i kontrolera ruchu, konkurs gry w FIFA, gry logiczne, itd. W pozostałe dni podobnie: zajęcia z tańca, śpiewu, plastyki, muzyki, literatury, warsztaty teatralne i inne. No tak. Sporo tego, ale w sumie niewiele dla mnie: w tańcu siebie nie widzę, bo nie ciągną mnie szkolne dyskoteki. A więc po co? O śpiewaniu nie ma nawet mowy. Głos mam do kitu. Uczyć się grać na gitarze? Nie mam przecież gitary. A klawisze? Roland S-50 należący do mojego taty stoi oparty o ścianę w pokoju. Nie widziałem, żeby sam na nim grał, więc po co go kupił? Czerpanie papieru znam, podobnie jak babranie się w glinie i lepienie jakichś krzywych dziwadeł. Poezja? Odpada. Nie cierpię poezji. To może FIFA na konsoli? Kurczę, ale tam będzie pewnie tłum ludzi, więc siedzieć i przyglądać się jak ktoś inny gra? Bez sensu. Nie warto nawet zajrzeć i zobaczyć jak to wygląda. Zresztą mogę sobie pograć w domu na własnym komputerze, od którego nikt mnie nie odgoni… Jednym słowem – zostaję w domu i będę pilnować psów oraz centralnego ogrzewania. To w końcu też ważne. Aleksandra tymczasem wybrała sobie zajęcia z HIP HOP i break dance. Wcześniej zażyczyła sobie odpowiedniego obuwia oraz białego, niezbyt obcisłego T-shirta. Przez całe ferie znikała przedpołudniami z domu, by po kilku godzinach wrócić zmęczona, zjeść obiad, zamknąć się w pokoju i dalej trenować przed lustrem elementy jakiegoś „układu”, jak to nazwała. Zapowiedziała też, że będzie występować na scenie razem ze swoją grupą. Okazało się, że spotkała tam koleżanki, z którymi znała się z przedszkola i ze szkoły językowej. Na sobotę 11 lutego zapowiedziany został występ, gdzie uczestnicy „Ferii ze sztuką” pokażą swe osiągnięcia. Udałem się więc wraz z rodziną do Teatru Robotniczego w Bielawie, gdzie ku mojemu zaskoczeniu najpierw dowiedziałem się, że ponad 2000 uczestników jednak znalazło coś dla siebie i zabiło nudę. Były wśród nich nawet przedszkolaki, które na scenie czuły się tak, jakby występowały od dawna. Potem okazało się, że grupa taneczna, w której wystąpiła moja siostra zgarnęła największe brawa; prawie owacje na stojąco. Turniej gry w FIFA na konsoli wygrał mój kolega z klasy. Chyba jednak jakoś się dopchał do tego PlayStation… Wracając do domu trochę myślałem nad tym wszystkim. Minęły dwa tygodnie, podczas których niektórzy, w tym także ja - narzekali na nudę. Inni z kolei znaleźli dla siebie coś, czym mogli się zająć, ponieważ wcześniej już to lubili. Jeszcze inni zaś odkryli coś nowego dla siebie. Ciekawe, że w ogromnej większości wypadków nie trzeba było wydać na to ani złotówki! Moja siostra po warsztatach tanecznych zapisała się na regularne zajęcia. Trzeba więc być sprawiedliwym i nie marudzić, że nuda, że lipa, że nic się nie dzieje, lecz po prostu zmienić nastawienie. Może jednak podłączę tego Rolanda…    
    104 Dodane przez moravsky
  • Bielawa. 30-tysięczne miasto, w którym prawie nic się nie dzieje. A nawet jak się dzieje, to i tak jest to do niczego. Bo organizator, bo sponsorzy, bo milion innych powodów. Po prostu nie może się udać. Taka panuje tu obiegowa opinia. Daje się to odczuć w prywatnych rozmowach oraz po komentarzach na lokalnych portalach internetowych. Stąd od razu przychodzi do głowy myśl, że dwa tygodnie ferii zimowych będą wiały nudą, podobnie jak nie dający spać w nocy wiatr, kiedy temperatura na zewnątrz „spada” do +10 stopni. Jednak po tych dwóch tygodniach ująłbym to inaczej: dzieje się, lecz nie każdy ma chęć tym się zainteresować. Najprościej jest z góry założyć, że nie warto zerknąć nawet, co organizowane jest w MOKiS-ie, czy jakimś Art-Inkubatorze. Nawet nie bardzo wiedziałem, że coś takiego w Bielawie w ogóle działa. Temu wszystkiemu dane było mi się przyjrzeć, kiedy moja młodsza siostra Aleksandra przyniosła ze szkoły ulotkę, na której widniał napis: „Ferie ze sztuką”. Był w niej program na całe dwa tygodnie. Rzuciłem pobieżnie okiem na rozkład pierwszego dnia: zajęcia z tańca HIP HOP, zajęcia plastyczne, zajęcia ceramiczne, czerpanie papieru, nauka gry na gitarze, nauka gry na instrumentach dętych i klawiszowych. Do tego klub filmowy, zajęcia z animacji artystycznej, gry i zabawy z wykorzystaniem konsoli do gier i kontrolera ruchu, konkurs gry w FIFA, gry logiczne, itd. W pozostałe dni podobnie: zajęcia z tańca, śpiewu, plastyki, muzyki, literatury, warsztaty teatralne i inne. No tak. Sporo tego, ale w sumie niewiele dla mnie: w tańcu siebie nie widzę, bo nie ciągną mnie szkolne dyskoteki. A więc po co? O śpiewaniu nie ma nawet mowy. Głos mam do kitu. Uczyć się grać na gitarze? Nie mam przecież gitary. A klawisze? Roland S-50 należący do mojego taty stoi oparty o ścianę w pokoju. Nie widziałem, żeby sam na nim grał, więc po co go kupił? Czerpanie papieru znam, podobnie jak babranie się w glinie i lepienie jakichś krzywych dziwadeł. Poezja? Odpada. Nie cierpię poezji. To może FIFA na konsoli? Kurczę, ale tam będzie pewnie tłum ludzi, więc siedzieć i przyglądać się jak ktoś inny gra? Bez sensu. Nie warto nawet zajrzeć i zobaczyć jak to wygląda. Zresztą mogę sobie pograć w domu na własnym komputerze, od którego nikt mnie nie odgoni… Jednym słowem – zostaję w domu i będę pilnować psów oraz centralnego ogrzewania. To w końcu też ważne. Aleksandra tymczasem wybrała sobie zajęcia z HIP HOP i break dance. Wcześniej zażyczyła sobie odpowiedniego obuwia oraz białego, niezbyt obcisłego T-shirta. Przez całe ferie znikała przedpołudniami z domu, by po kilku godzinach wrócić zmęczona, zjeść obiad, zamknąć się w pokoju i dalej trenować przed lustrem elementy jakiegoś „układu”, jak to nazwała. Zapowiedziała też, że będzie występować na scenie razem ze swoją grupą. Okazało się, że spotkała tam koleżanki, z którymi znała się z przedszkola i ze szkoły językowej. Na sobotę 11 lutego zapowiedziany został występ, gdzie uczestnicy „Ferii ze sztuką” pokażą swe osiągnięcia. Udałem się więc wraz z rodziną do Teatru Robotniczego w Bielawie, gdzie ku mojemu zaskoczeniu najpierw dowiedziałem się, że ponad 2000 uczestników jednak znalazło coś dla siebie i zabiło nudę. Były wśród nich nawet przedszkolaki, które na scenie czuły się tak, jakby występowały od dawna. Potem okazało się, że grupa taneczna, w której wystąpiła moja siostra zgarnęła największe brawa; prawie owacje na stojąco. Turniej gry w FIFA na konsoli wygrał mój kolega z klasy. Chyba jednak jakoś się dopchał do tego PlayStation… Wracając do domu trochę myślałem nad tym wszystkim. Minęły dwa tygodnie, podczas których niektórzy, w tym także ja - narzekali na nudę. Inni z kolei znaleźli dla siebie coś, czym mogli się zająć, ponieważ wcześniej już to lubili. Jeszcze inni zaś odkryli coś nowego dla siebie. Ciekawe, że w ogromnej większości wypadków nie trzeba było wydać na to ani złotówki! Moja siostra po warsztatach tanecznych zapisała się na regularne zajęcia. Trzeba więc być sprawiedliwym i nie marudzić, że nuda, że lipa, że nic się nie dzieje, lecz po prostu zmienić nastawienie. Może jednak podłączę tego Rolanda…    
    Feb 27, 2017 104
  • 27 Feb 2017
    Zimowa przerwa dobiega końca. Dość już było tego czekania i chociaż pogoda niezbyt sprzyja, zaliczyłem już kilka raczej udanych wypadów nad wodę. Mimo podniesionego stanu Odry i nieciekawego koloru cieczy, coś tam udało się wydłubać, ale o tym nie mówcie nikomu, bo obowiązuje mnie oficjalny okres ochronny do 1 maja... (4szt.) Początek nowego sezonu to czas planowania. I powiem - jest taki plan. Chodzi mianowicie o łowienie Boleni na... własne, wykonane przez siebie przynęty i właśnie to widać na załączonym zdjęciu. Osoby o słabych nerwach proszone są o niezwracanie uwagi na ich szkaradność... Jak na użytkownika R.N.A. przystało, również i te powierzchniowe woblery zostały wykonane po amatorsku i są niezależne jak ich autor, który pozdrawia czytelników i kibiców tegorocznego potencjalnego sukcesu, którym być może będzie 100 Boleni na przynęty, które swoim wyglądem poprawią pewnie humor osobom, które miały "gorszy dzień" do momentu zobaczenia tej rozpierdzielającej system kolekcji szalonego rękodzieła. Jednak mam wiarę w te lipowe gałęzie i trochę własnego zaangażowania. W zeszłym sezonie udało się namówić kilka Boleni do współpracy, mając na agrafce własne dziwolągi... Jak będzie w tym roku - pokaże czas, na upływ którego skarżę się, że tak wolno płynie. Boleniadę można rozpocząć w tym roku już 30 kwietnia a więc dzień wcześniej...
    40 Dodane przez Falcon
  • By Falcon
    Zimowa przerwa dobiega końca. Dość już było tego czekania i chociaż pogoda niezbyt sprzyja, zaliczyłem już kilka raczej udanych wypadów nad wodę. Mimo podniesionego stanu Odry i nieciekawego koloru cieczy, coś tam udało się wydłubać, ale o tym nie mówcie nikomu, bo obowiązuje mnie oficjalny okres ochronny do 1 maja... (4szt.) Początek nowego sezonu to czas planowania. I powiem - jest taki plan. Chodzi mianowicie o łowienie Boleni na... własne, wykonane przez siebie przynęty i właśnie to widać na załączonym zdjęciu. Osoby o słabych nerwach proszone są o niezwracanie uwagi na ich szkaradność... Jak na użytkownika R.N.A. przystało, również i te powierzchniowe woblery zostały wykonane po amatorsku i są niezależne jak ich autor, który pozdrawia czytelników i kibiców tegorocznego potencjalnego sukcesu, którym być może będzie 100 Boleni na przynęty, które swoim wyglądem poprawią pewnie humor osobom, które miały "gorszy dzień" do momentu zobaczenia tej rozpierdzielającej system kolekcji szalonego rękodzieła. Jednak mam wiarę w te lipowe gałęzie i trochę własnego zaangażowania. W zeszłym sezonie udało się namówić kilka Boleni do współpracy, mając na agrafce własne dziwolągi... Jak będzie w tym roku - pokaże czas, na upływ którego skarżę się, że tak wolno płynie. Boleniadę można rozpocząć w tym roku już 30 kwietnia a więc dzień wcześniej...
    Feb 27, 2017 40
  • 14 Jan 2017
    Powoli i z pewnymi problemami, ale jednak...Jesteśmy coraz bliżej sfinalizowania płyty CD.Bedzie to pierwszy fizyczny krążek SynthOne i mam nadzieję, że nie ostatni.Obiecywaliśmy, że wyjdzie on 4.01.2017 jednak z przyczyn od rządu niezależnych nie udało się nam dotrzymać terminu.Ale to nie ostatnia "Dobra zmiana"...Czasem może nawet warto jest poczekać troszke dłużej?Mogę tylko obiecać, że nie będzie to "500+", a co najwyżej "miesiąc+"i każdy zainteresowany będzie mógłcieszyć uszy naszą muzyką.
    150 Dodane przez Rob Van Der Guy
  • Powoli i z pewnymi problemami, ale jednak...Jesteśmy coraz bliżej sfinalizowania płyty CD.Bedzie to pierwszy fizyczny krążek SynthOne i mam nadzieję, że nie ostatni.Obiecywaliśmy, że wyjdzie on 4.01.2017 jednak z przyczyn od rządu niezależnych nie udało się nam dotrzymać terminu.Ale to nie ostatnia "Dobra zmiana"...Czasem może nawet warto jest poczekać troszke dłużej?Mogę tylko obiecać, że nie będzie to "500+", a co najwyżej "miesiąc+"i każdy zainteresowany będzie mógłcieszyć uszy naszą muzyką.
    Jan 14, 2017 150
  • 02 Dec 2016
    Wczoraj oczywiście "za pięć dwunasta"  mój syn, uczeń trzeciej klasy gimazjum, poprosił mnie o napisanie czegoś o zasadach wynoszonych z domu. Ponoć jakąś ocenę ma za to dostać.  Oto moje przemyślenia.  Miało być poważnie, a wyszło jak zwykle... __________________________________________________________   Moralność człowieka kształtuje się w domu Wszyscy się dziś wszystkiemu dziwią. Starsi ludzie zdziwieni mawiają, że za ich czasów nie było tego czy tamtego. Policja dziwi się rozwydrzeniu młodzieży. Nauczyciele dziwią się zachowaniu uczniów. Najbardziej jednak dziwią się rodzice. „U nas w domu się nie przeklina!” „On nie mógłby tego ukraść. Niczego mu nie brakuje.” „Tomaszek to takie spokojne dziecko!” „Skąd te osiem szwów?” Według mnie sprawa jest prosta: na ogół rodzice mają to na własne życzenie, bo tak swoje dzieci nauczyli albo ich nie dopilnowali i wychował je ktoś inny. Przychodzimy na świat bez jakichkolwiek zasad. Nie mamy żadnego pojęcia co to jest moralność. Nie wiemy co jest dobre, a co złe. Nic nie wiemy. Pierwszym autorytetem zawsze stają się rodzice. To od nich uczymy się najpierw najprostszych zachowań. Naśladujemy rodziców we wszystkim. Często podświadomie, nawet jeśli ich nie rozumiemy, bo jesteśmy zbyt mali. Nieraz jednak już w samych zabawach widać, co dzieje się w domu: jedne dzieci gotują obiad dla lalki, prowadzą misia do weterynarza, tymczasem inne wystawiają przy trzepaku komedię: jak to mama chciała wlać bratu kablem, ale w nerwach zapomniała, że na jego drugim końcu znajduje się żelazko. Albo jak ojciec pił wódkę z wujkiem Staszkiem i zrzucił ze stołu miskę z sałatką. Walczył bohatersko próbując ją tuż nad ziemią złapać. Niestety oboje polegli. Dziecko szybko dostrzeże też podwójne normy: jedne dla niego, inne wobec pozostałych. Zosia ma mówić zawsze prawdę - inaczej będzie szlaban na Internet, ale tata już może skłamać mówiąc do mamy: „Jak zadzwoni Zenek (kolega), żeby mu pomóc wnieść meble, powiedz temu frajerowi, że mnie nie ma.”. Czyżby tata zapomniał, że ten „frajer” w zeszłym miesiącu naprawił mu pralkę? To niesamowite, jak szybko Zosia nauczyła się owe dwojakie odważniki zastosować w kontaktach z koleżankami. Pytana przez Małgosię, powie: „naprawdę fajną masz tę bluzkę”. Zaś do Ewelinki i Zuzi użyje cytatu ze znanego filmu: „Tę bluzkę Gośka chyba zarąbała z pomocy dla powodzian”. I znów jest wesoło. Oczywiście Zosia jak i jej rodzice nosi markowe ciuchy i tak samo jak rodzice z byle kim zadawać się nie będzie. Niech każdy zna swoje miejsce. Telewizja ma ogromny wpływ. Mówi się, że zastępuje dziś rodziców. Coś w tym musi być.Sedno tkwi nie tylko w samym odbiorniku, który koniecznie musi być o kilka cali większy niż ten kupiony niedawno przez sąsiada. Tu ważniejsze są filmy, w których pokazany jest współczesny, podobno zabawny model rodziny: ojciec nygus i niedorajda, głupawa mamuśka. Oboje oglądają telewizję i udają, że ze sobą rozmawiają. W międzyczasie jednak dorobili się jakimś cudem niezwykle błyskotliwego potomstwa, które rzuca na prawo i lewo takimi frazesami, że wyprzedza je podkładany sztucznie śmiech. To jeszcze da się przeboleć, choć po kilkunastu minutach oglądania zaczyna już serio irytować, kiedy amerykańskie dowcipy przetłumaczone przez pięćdziesięciolatka nie wiedzieć czemu wcale nie śmieszą. Szczególnie zastosowane w szkole. Ale rodzice generalnie zadowoleni, że dziecko nie włóczy się nigdzie i ogląda śmieszne filmy w TV. Przymknęli tylko drzwi, bo te śmiechy faktycznie denerwują. Zdecydowanie jednak gorszą rzeczą są tak zwane „komedie”, w których gdyby „wypikać” wulgaryzmy, film byłby nudny. W szkole cytowane fragmenty budzą wesołość i szacunek wśród rówieśników. U nauczycieli jakoś nie bardzo. Ale rodzice się przecież śmiali. To jak to jest? Inna rzecz, może nawet bardziej popularna niż telewizja to gry komputerowe. Do historii przeszły już czasy, kiedy statkiem kosmicznym zbudowanym z trójkąta, prostokąta i dwóch kwadracików można było godzinami roznosić na strzępy wrednych kosmitów. Dziś dobra gra to taka, gdzie kradnie się auta, strzela do policjantów, a najlepszy bonus dostaje się po śmiertelnym potrąceniu na pasach kobiety w ciąży. Ma się ten własny komputer. Rodzice kupili, żeby dziecko się nie włóczyło. Nie włóczy się. Siedzi spokojnie w domu. Dajmy mu spokój. Za naszych czasów tego nie było… To prawda. Dziś komputer w zmywarce do naczyń ma większą moc obliczeniową. Ale to niczego nie zmienia, bowiem niechcący zauważyłeś późnym wieczorem, jak tato na swoim laptopie w zapamiętaniu rozwalał z karabinu kolejny oddział arabskich terrorystów… Wnętrzności bryzgały po całym ekranie.A ciebie ostatnio zatrzymał policjant i zwrócił uwagę, że nie masz z tyłu światła w rowerze. W pierwszym odruchu chętnie byś go odstrzelił… Kolejna sprawa - smartfon. Oczywiście jeśli jesteś posiadaczem najnowszego modelu - szczególnie tego z nadgryzionym jabłkiem – jesteś gość i (prawie) wszyscy ci zazdroszczą. Inne w sumie też nie są złe, byle ekran był potężny i szybko ładował się Internet. Oczywiście po co ci użytkowe aplikacje jak słownik angielskiego czy układ okresowy, skoro największą frajdę sprawia robienie głupich min na tle białych kafelków w szkolnej toalecie. Później tylko szybka wrzutka na Facebook. No i co w tym złego? Przecież rodzice też umieścili na swoim profilu fotkę z grilla u cioci Stasi, na której stół uginał się od… butelek, a wujek Zdzichu był już wyraźnie zmęczony. Niestety zapomniałeś naładować baterię i nie mogłeś zadzwonić do domu, że dziś przyjdziesz później. Pożyczyłeś od koleżanki starą Nokię. Ostatnio zauważyłeś graniczące z euforią zadowolenie rodziców. Wykorzystali całą linię kredytową na koncie i zrobili takie zakupy, jakby jutro miała wybuchnąć wojna.- Czemu przelewacie olej do słoików i zamrażacie parówki? – zapytałeś. - Ach, ty nic nie wiesz - padła odpowiedź – była promocja w Lidlu. Można było zwrócić towar, który nie spełniał oczekiwań. - No a tu leżą puste opakowania. - I o to chodzi! Nawet jak puste opakowanie oddasz, to ci zwrócą pieniądze. Jest promocja, trzeba korzystać. Ma się tę głowę na karku, no nie?- A można tak? - A jak nas rząd na każdym kroku okrada, to można?!Niezły przykład połączenia ekonomii z moralnością. A przy okazji rozgrzeszenie. Ktoś nas okrada, więc innych można też okraść. Tylko co wspólnego z Lidlem ma polski rząd? Nagle przypomniałeś sobie jak tata z dumą opowiadał, że w ostatniej podróży służbowej zaoszczędził nieco paliwa i ściągnął je do kanistra jako rekompensatę za to, że ten złodziej szef za mało mu placi. To zaledwie kilka drobnych przykładów, z których wyłania się pytanie: co młody człowiek wyniesie z domu, w którym takie sytuacje mają miejsce? Jakie zasady sobie przyswoił? Czy zdziwienie rodziców, choćby takie jak przytoczone na wstępie może mieć podstawy? Czego się spodziewać gdy w domu panuje pochwała cwaniactwa i nieuczciwości, dwulicowość i wywyższanie się jest na porządku dziennym a przemoc i wulgarny język to dobra zabawa? Wreszcie czym są dwojakie normy, jedne obowiązujące dzieci a inne dorosłych? Zanim więc rodzice po raz kolejny się zdziwią, niech wpierw przyjrzą się sobie i zastanowią się, jakim przykładem są dla swoich dzieci. Bo dzieci uczą się bardzo szybko. ______________________________________________________ Co o tym sądzicie?                               
    266 Dodane przez moravsky
  • Wczoraj oczywiście "za pięć dwunasta"  mój syn, uczeń trzeciej klasy gimazjum, poprosił mnie o napisanie czegoś o zasadach wynoszonych z domu. Ponoć jakąś ocenę ma za to dostać.  Oto moje przemyślenia.  Miało być poważnie, a wyszło jak zwykle... __________________________________________________________   Moralność człowieka kształtuje się w domu Wszyscy się dziś wszystkiemu dziwią. Starsi ludzie zdziwieni mawiają, że za ich czasów nie było tego czy tamtego. Policja dziwi się rozwydrzeniu młodzieży. Nauczyciele dziwią się zachowaniu uczniów. Najbardziej jednak dziwią się rodzice. „U nas w domu się nie przeklina!” „On nie mógłby tego ukraść. Niczego mu nie brakuje.” „Tomaszek to takie spokojne dziecko!” „Skąd te osiem szwów?” Według mnie sprawa jest prosta: na ogół rodzice mają to na własne życzenie, bo tak swoje dzieci nauczyli albo ich nie dopilnowali i wychował je ktoś inny. Przychodzimy na świat bez jakichkolwiek zasad. Nie mamy żadnego pojęcia co to jest moralność. Nie wiemy co jest dobre, a co złe. Nic nie wiemy. Pierwszym autorytetem zawsze stają się rodzice. To od nich uczymy się najpierw najprostszych zachowań. Naśladujemy rodziców we wszystkim. Często podświadomie, nawet jeśli ich nie rozumiemy, bo jesteśmy zbyt mali. Nieraz jednak już w samych zabawach widać, co dzieje się w domu: jedne dzieci gotują obiad dla lalki, prowadzą misia do weterynarza, tymczasem inne wystawiają przy trzepaku komedię: jak to mama chciała wlać bratu kablem, ale w nerwach zapomniała, że na jego drugim końcu znajduje się żelazko. Albo jak ojciec pił wódkę z wujkiem Staszkiem i zrzucił ze stołu miskę z sałatką. Walczył bohatersko próbując ją tuż nad ziemią złapać. Niestety oboje polegli. Dziecko szybko dostrzeże też podwójne normy: jedne dla niego, inne wobec pozostałych. Zosia ma mówić zawsze prawdę - inaczej będzie szlaban na Internet, ale tata już może skłamać mówiąc do mamy: „Jak zadzwoni Zenek (kolega), żeby mu pomóc wnieść meble, powiedz temu frajerowi, że mnie nie ma.”. Czyżby tata zapomniał, że ten „frajer” w zeszłym miesiącu naprawił mu pralkę? To niesamowite, jak szybko Zosia nauczyła się owe dwojakie odważniki zastosować w kontaktach z koleżankami. Pytana przez Małgosię, powie: „naprawdę fajną masz tę bluzkę”. Zaś do Ewelinki i Zuzi użyje cytatu ze znanego filmu: „Tę bluzkę Gośka chyba zarąbała z pomocy dla powodzian”. I znów jest wesoło. Oczywiście Zosia jak i jej rodzice nosi markowe ciuchy i tak samo jak rodzice z byle kim zadawać się nie będzie. Niech każdy zna swoje miejsce. Telewizja ma ogromny wpływ. Mówi się, że zastępuje dziś rodziców. Coś w tym musi być.Sedno tkwi nie tylko w samym odbiorniku, który koniecznie musi być o kilka cali większy niż ten kupiony niedawno przez sąsiada. Tu ważniejsze są filmy, w których pokazany jest współczesny, podobno zabawny model rodziny: ojciec nygus i niedorajda, głupawa mamuśka. Oboje oglądają telewizję i udają, że ze sobą rozmawiają. W międzyczasie jednak dorobili się jakimś cudem niezwykle błyskotliwego potomstwa, które rzuca na prawo i lewo takimi frazesami, że wyprzedza je podkładany sztucznie śmiech. To jeszcze da się przeboleć, choć po kilkunastu minutach oglądania zaczyna już serio irytować, kiedy amerykańskie dowcipy przetłumaczone przez pięćdziesięciolatka nie wiedzieć czemu wcale nie śmieszą. Szczególnie zastosowane w szkole. Ale rodzice generalnie zadowoleni, że dziecko nie włóczy się nigdzie i ogląda śmieszne filmy w TV. Przymknęli tylko drzwi, bo te śmiechy faktycznie denerwują. Zdecydowanie jednak gorszą rzeczą są tak zwane „komedie”, w których gdyby „wypikać” wulgaryzmy, film byłby nudny. W szkole cytowane fragmenty budzą wesołość i szacunek wśród rówieśników. U nauczycieli jakoś nie bardzo. Ale rodzice się przecież śmiali. To jak to jest? Inna rzecz, może nawet bardziej popularna niż telewizja to gry komputerowe. Do historii przeszły już czasy, kiedy statkiem kosmicznym zbudowanym z trójkąta, prostokąta i dwóch kwadracików można było godzinami roznosić na strzępy wrednych kosmitów. Dziś dobra gra to taka, gdzie kradnie się auta, strzela do policjantów, a najlepszy bonus dostaje się po śmiertelnym potrąceniu na pasach kobiety w ciąży. Ma się ten własny komputer. Rodzice kupili, żeby dziecko się nie włóczyło. Nie włóczy się. Siedzi spokojnie w domu. Dajmy mu spokój. Za naszych czasów tego nie było… To prawda. Dziś komputer w zmywarce do naczyń ma większą moc obliczeniową. Ale to niczego nie zmienia, bowiem niechcący zauważyłeś późnym wieczorem, jak tato na swoim laptopie w zapamiętaniu rozwalał z karabinu kolejny oddział arabskich terrorystów… Wnętrzności bryzgały po całym ekranie.A ciebie ostatnio zatrzymał policjant i zwrócił uwagę, że nie masz z tyłu światła w rowerze. W pierwszym odruchu chętnie byś go odstrzelił… Kolejna sprawa - smartfon. Oczywiście jeśli jesteś posiadaczem najnowszego modelu - szczególnie tego z nadgryzionym jabłkiem – jesteś gość i (prawie) wszyscy ci zazdroszczą. Inne w sumie też nie są złe, byle ekran był potężny i szybko ładował się Internet. Oczywiście po co ci użytkowe aplikacje jak słownik angielskiego czy układ okresowy, skoro największą frajdę sprawia robienie głupich min na tle białych kafelków w szkolnej toalecie. Później tylko szybka wrzutka na Facebook. No i co w tym złego? Przecież rodzice też umieścili na swoim profilu fotkę z grilla u cioci Stasi, na której stół uginał się od… butelek, a wujek Zdzichu był już wyraźnie zmęczony. Niestety zapomniałeś naładować baterię i nie mogłeś zadzwonić do domu, że dziś przyjdziesz później. Pożyczyłeś od koleżanki starą Nokię. Ostatnio zauważyłeś graniczące z euforią zadowolenie rodziców. Wykorzystali całą linię kredytową na koncie i zrobili takie zakupy, jakby jutro miała wybuchnąć wojna.- Czemu przelewacie olej do słoików i zamrażacie parówki? – zapytałeś. - Ach, ty nic nie wiesz - padła odpowiedź – była promocja w Lidlu. Można było zwrócić towar, który nie spełniał oczekiwań. - No a tu leżą puste opakowania. - I o to chodzi! Nawet jak puste opakowanie oddasz, to ci zwrócą pieniądze. Jest promocja, trzeba korzystać. Ma się tę głowę na karku, no nie?- A można tak? - A jak nas rząd na każdym kroku okrada, to można?!Niezły przykład połączenia ekonomii z moralnością. A przy okazji rozgrzeszenie. Ktoś nas okrada, więc innych można też okraść. Tylko co wspólnego z Lidlem ma polski rząd? Nagle przypomniałeś sobie jak tata z dumą opowiadał, że w ostatniej podróży służbowej zaoszczędził nieco paliwa i ściągnął je do kanistra jako rekompensatę za to, że ten złodziej szef za mało mu placi. To zaledwie kilka drobnych przykładów, z których wyłania się pytanie: co młody człowiek wyniesie z domu, w którym takie sytuacje mają miejsce? Jakie zasady sobie przyswoił? Czy zdziwienie rodziców, choćby takie jak przytoczone na wstępie może mieć podstawy? Czego się spodziewać gdy w domu panuje pochwała cwaniactwa i nieuczciwości, dwulicowość i wywyższanie się jest na porządku dziennym a przemoc i wulgarny język to dobra zabawa? Wreszcie czym są dwojakie normy, jedne obowiązujące dzieci a inne dorosłych? Zanim więc rodzice po raz kolejny się zdziwią, niech wpierw przyjrzą się sobie i zastanowią się, jakim przykładem są dla swoich dzieci. Bo dzieci uczą się bardzo szybko. ______________________________________________________ Co o tym sądzicie?                               
    Dec 02, 2016 266
  • 07 Nov 2016
    7 listopada przypomniał mi, jak może być pięknie w pościgu za Boleniami. Od rana w padającym co chwilę deszczu "czesałem" zakątek zatoki z powalonymi drzewami. To właśnie w tym trudnym łowisku złowiłem dzisiaj dziesięć Boleni. No dobra, Boleników :). Jednak nie ich rozmiar a ilość tak bardzo mnie ucieszyły. Wreszcie. W około godzinę - 10 (tak, tak - dziesięć) Boleni. Jedenasty okazał się spory i właśnie te zwalone do wody drzewa pomogły mu w ucieczce. Radość spotęgowała popołudniowa "poprawka", czyli krótki wypadzik, który zaowocował dwoma Bolenikami i sporym Okoniem. Zdjęcie towarzyszące temu wpisowi jest jednak archiwalne - nie robiłem dzisiaj zdjęć łowionym przedszkolakom. Jutro... kolejna wyprawa skoro świt. Dzisiejsza dwunastka podniosła moje statystyki do 198 :D Jest dobrze. Życzę wszystkim spełnienia w swojej pasji i takiej radości, jaka dzisiaj rozpiera mi serce. Sezon trwa :)
    251 Dodane przez Falcon
  • By Falcon
    7 listopada przypomniał mi, jak może być pięknie w pościgu za Boleniami. Od rana w padającym co chwilę deszczu "czesałem" zakątek zatoki z powalonymi drzewami. To właśnie w tym trudnym łowisku złowiłem dzisiaj dziesięć Boleni. No dobra, Boleników :). Jednak nie ich rozmiar a ilość tak bardzo mnie ucieszyły. Wreszcie. W około godzinę - 10 (tak, tak - dziesięć) Boleni. Jedenasty okazał się spory i właśnie te zwalone do wody drzewa pomogły mu w ucieczce. Radość spotęgowała popołudniowa "poprawka", czyli krótki wypadzik, który zaowocował dwoma Bolenikami i sporym Okoniem. Zdjęcie towarzyszące temu wpisowi jest jednak archiwalne - nie robiłem dzisiaj zdjęć łowionym przedszkolakom. Jutro... kolejna wyprawa skoro świt. Dzisiejsza dwunastka podniosła moje statystyki do 198 :D Jest dobrze. Życzę wszystkim spełnienia w swojej pasji i takiej radości, jaka dzisiaj rozpiera mi serce. Sezon trwa :)
    Nov 07, 2016 251
  • 23 Oct 2016
    Jest sporo gatunków ryb, które mogę łowić i pewnie wielokrotnie byłyby to jakieś fajne okazy, jednak sam siebie "wpuściłem" na niewdzięczny boleniowy grunt. Po okresach euforii, kiedy powszednieją codzienne, nieraz wielokrotne sukcesy, przychodzi czas narastającej frustracji. Jednego dnia ( o czym nie mówiłem nikomu) poszedłem "przewietrzyć głowę od Boleni". I połowiłem Okoni, ale... po 25 sztukach stwierdziłem, że wcale mnie to nie bawi... Dziwne, kiedyś była to rybka nr 1. Kolega mówi, że ja to już pewnie inaczej nie potrafię, jak tylko łowić Bolenie a inne ryby już mnie nie interesują. Kolega nie ma doktoratu z psychologii, ale jest coś na rzeczy - dopiero przy potężnym boleniowym ataku czuję to prawdziwe spełnienie w tej przedziwnej pasji. Aż chce mi się wracać nad rzekę, bo grasują tam chyba metrowe okazy, które naładowałyby moje boleniowe akumulatory. Czas pokaże...
    285 Dodane przez Falcon
  • By Falcon
    Jest sporo gatunków ryb, które mogę łowić i pewnie wielokrotnie byłyby to jakieś fajne okazy, jednak sam siebie "wpuściłem" na niewdzięczny boleniowy grunt. Po okresach euforii, kiedy powszednieją codzienne, nieraz wielokrotne sukcesy, przychodzi czas narastającej frustracji. Jednego dnia ( o czym nie mówiłem nikomu) poszedłem "przewietrzyć głowę od Boleni". I połowiłem Okoni, ale... po 25 sztukach stwierdziłem, że wcale mnie to nie bawi... Dziwne, kiedyś była to rybka nr 1. Kolega mówi, że ja to już pewnie inaczej nie potrafię, jak tylko łowić Bolenie a inne ryby już mnie nie interesują. Kolega nie ma doktoratu z psychologii, ale jest coś na rzeczy - dopiero przy potężnym boleniowym ataku czuję to prawdziwe spełnienie w tej przedziwnej pasji. Aż chce mi się wracać nad rzekę, bo grasują tam chyba metrowe okazy, które naładowałyby moje boleniowe akumulatory. Czas pokaże...
    Oct 23, 2016 285
  • 06 Aug 2016
    Mamy już przygotowany projekt okładki, wstępna umowę z firmą wydawniczą. Jesteśmy na etapie przygotowywania i dopracowywania materiału muzycznego.Część z utworów, które zostana opublikowane na CD to utwory juz Wam znane, jednak w nieco zmienionych wersjach. Pojawią sie tez utwory wcześniej nigdzie nie publikowane.Niestety ze względu na różnice stref czasowych prace nie posuwaja sie tak szybko jak wszyscy byśmy tego chcieli.Jedyne co jest pewne, to to iż 60% materiału jest już ukończone. 
    334 Dodane przez Rob Van Der Guy
  • Mamy już przygotowany projekt okładki, wstępna umowę z firmą wydawniczą. Jesteśmy na etapie przygotowywania i dopracowywania materiału muzycznego.Część z utworów, które zostana opublikowane na CD to utwory juz Wam znane, jednak w nieco zmienionych wersjach. Pojawią sie tez utwory wcześniej nigdzie nie publikowane.Niestety ze względu na różnice stref czasowych prace nie posuwaja sie tak szybko jak wszyscy byśmy tego chcieli.Jedyne co jest pewne, to to iż 60% materiału jest już ukończone. 
    Aug 06, 2016 334
  • 23 Oct 2016
    Jest sporo gatunków ryb, które mogę łowić i pewnie wielokrotnie byłyby to jakieś fajne okazy, jednak sam siebie "wpuściłem" na niewdzięczny boleniowy grunt. Po okresach euforii, kiedy powszednieją codzienne, nieraz wielokrotne sukcesy, przychodzi czas narastającej frustracji. Jednego dnia ( o czym nie mówiłem nikomu) poszedłem "przewietrzyć głowę od Boleni". I połowiłem Okoni, ale... po 25 sztukach stwierdziłem, że wcale mnie to nie bawi... Dziwne, kiedyś była to rybka nr 1. Kolega mówi, że ja to już pewnie inaczej nie potrafię, jak tylko łowić Bolenie a inne ryby już mnie nie interesują. Kolega nie ma doktoratu z psychologii, ale jest coś na rzeczy - dopiero przy potężnym boleniowym ataku czuję to prawdziwe spełnienie w tej przedziwnej pasji. Aż chce mi się wracać nad rzekę, bo grasują tam chyba metrowe okazy, które naładowałyby moje boleniowe akumulatory. Czas pokaże...
    285 Dodane przez Falcon
  • By Falcon
    Jest sporo gatunków ryb, które mogę łowić i pewnie wielokrotnie byłyby to jakieś fajne okazy, jednak sam siebie "wpuściłem" na niewdzięczny boleniowy grunt. Po okresach euforii, kiedy powszednieją codzienne, nieraz wielokrotne sukcesy, przychodzi czas narastającej frustracji. Jednego dnia ( o czym nie mówiłem nikomu) poszedłem "przewietrzyć głowę od Boleni". I połowiłem Okoni, ale... po 25 sztukach stwierdziłem, że wcale mnie to nie bawi... Dziwne, kiedyś była to rybka nr 1. Kolega mówi, że ja to już pewnie inaczej nie potrafię, jak tylko łowić Bolenie a inne ryby już mnie nie interesują. Kolega nie ma doktoratu z psychologii, ale jest coś na rzeczy - dopiero przy potężnym boleniowym ataku czuję to prawdziwe spełnienie w tej przedziwnej pasji. Aż chce mi się wracać nad rzekę, bo grasują tam chyba metrowe okazy, które naładowałyby moje boleniowe akumulatory. Czas pokaże...
    Oct 23, 2016 285
  • 03 Aug 2016
    Kiedy dokonałem zakupu pierwszego PC, oczywiście zaczęły się poszukiwania oprogramowania w stylu wspomnianego Jetster Interactive - Magix Music maker 2000...Niestety, nie znalazłem nic w tym stylu na PC...Jedynym wyborem był z konieczności FL Studio 6 (bo ta wlaśnie wersja była dostępna na owe czasy).W e-Stacji R.N.A. można czasem jeszcze usłyszeć jedne z pierwszych kawałków stworzone w tamtych odległych czasach.Dziś z racji "nabytego" doświadczenia" moja twórczość wygląda inaczej.Z racji faktu iż w dalszym ciągu jestem pod wpływem gatunku na którym sie wychowałem (Spacesynth) szukałem kontaktówz osobami tworzacymi w tym stylu. Próbowałem współpracy z różnymi muzykami jak choćby BELLATRIX (Przy projekcie X-Plosion)Jak do tej pory najbardziej owocna współpraca trwa z Kenji Tanaka -Japonia i Krzysztof Cybulski - PolskaWszyscy uzywamy oczywiście tego samego oprogramowania, a nasza współpraca oczywiście z racji odległości - odbywa sie poprzez sieć www.
    269 Dodane przez Rob Van Der Guy
  • Kiedy dokonałem zakupu pierwszego PC, oczywiście zaczęły się poszukiwania oprogramowania w stylu wspomnianego Jetster Interactive - Magix Music maker 2000...Niestety, nie znalazłem nic w tym stylu na PC...Jedynym wyborem był z konieczności FL Studio 6 (bo ta wlaśnie wersja była dostępna na owe czasy).W e-Stacji R.N.A. można czasem jeszcze usłyszeć jedne z pierwszych kawałków stworzone w tamtych odległych czasach.Dziś z racji "nabytego" doświadczenia" moja twórczość wygląda inaczej.Z racji faktu iż w dalszym ciągu jestem pod wpływem gatunku na którym sie wychowałem (Spacesynth) szukałem kontaktówz osobami tworzacymi w tym stylu. Próbowałem współpracy z różnymi muzykami jak choćby BELLATRIX (Przy projekcie X-Plosion)Jak do tej pory najbardziej owocna współpraca trwa z Kenji Tanaka -Japonia i Krzysztof Cybulski - PolskaWszyscy uzywamy oczywiście tego samego oprogramowania, a nasza współpraca oczywiście z racji odległości - odbywa sie poprzez sieć www.
    Aug 03, 2016 269
  • 02 Dec 2016
    Wczoraj oczywiście "za pięć dwunasta"  mój syn, uczeń trzeciej klasy gimazjum, poprosił mnie o napisanie czegoś o zasadach wynoszonych z domu. Ponoć jakąś ocenę ma za to dostać.  Oto moje przemyślenia.  Miało być poważnie, a wyszło jak zwykle... __________________________________________________________   Moralność człowieka kształtuje się w domu Wszyscy się dziś wszystkiemu dziwią. Starsi ludzie zdziwieni mawiają, że za ich czasów nie było tego czy tamtego. Policja dziwi się rozwydrzeniu młodzieży. Nauczyciele dziwią się zachowaniu uczniów. Najbardziej jednak dziwią się rodzice. „U nas w domu się nie przeklina!” „On nie mógłby tego ukraść. Niczego mu nie brakuje.” „Tomaszek to takie spokojne dziecko!” „Skąd te osiem szwów?” Według mnie sprawa jest prosta: na ogół rodzice mają to na własne życzenie, bo tak swoje dzieci nauczyli albo ich nie dopilnowali i wychował je ktoś inny. Przychodzimy na świat bez jakichkolwiek zasad. Nie mamy żadnego pojęcia co to jest moralność. Nie wiemy co jest dobre, a co złe. Nic nie wiemy. Pierwszym autorytetem zawsze stają się rodzice. To od nich uczymy się najpierw najprostszych zachowań. Naśladujemy rodziców we wszystkim. Często podświadomie, nawet jeśli ich nie rozumiemy, bo jesteśmy zbyt mali. Nieraz jednak już w samych zabawach widać, co dzieje się w domu: jedne dzieci gotują obiad dla lalki, prowadzą misia do weterynarza, tymczasem inne wystawiają przy trzepaku komedię: jak to mama chciała wlać bratu kablem, ale w nerwach zapomniała, że na jego drugim końcu znajduje się żelazko. Albo jak ojciec pił wódkę z wujkiem Staszkiem i zrzucił ze stołu miskę z sałatką. Walczył bohatersko próbując ją tuż nad ziemią złapać. Niestety oboje polegli. Dziecko szybko dostrzeże też podwójne normy: jedne dla niego, inne wobec pozostałych. Zosia ma mówić zawsze prawdę - inaczej będzie szlaban na Internet, ale tata już może skłamać mówiąc do mamy: „Jak zadzwoni Zenek (kolega), żeby mu pomóc wnieść meble, powiedz temu frajerowi, że mnie nie ma.”. Czyżby tata zapomniał, że ten „frajer” w zeszłym miesiącu naprawił mu pralkę? To niesamowite, jak szybko Zosia nauczyła się owe dwojakie odważniki zastosować w kontaktach z koleżankami. Pytana przez Małgosię, powie: „naprawdę fajną masz tę bluzkę”. Zaś do Ewelinki i Zuzi użyje cytatu ze znanego filmu: „Tę bluzkę Gośka chyba zarąbała z pomocy dla powodzian”. I znów jest wesoło. Oczywiście Zosia jak i jej rodzice nosi markowe ciuchy i tak samo jak rodzice z byle kim zadawać się nie będzie. Niech każdy zna swoje miejsce. Telewizja ma ogromny wpływ. Mówi się, że zastępuje dziś rodziców. Coś w tym musi być.Sedno tkwi nie tylko w samym odbiorniku, który koniecznie musi być o kilka cali większy niż ten kupiony niedawno przez sąsiada. Tu ważniejsze są filmy, w których pokazany jest współczesny, podobno zabawny model rodziny: ojciec nygus i niedorajda, głupawa mamuśka. Oboje oglądają telewizję i udają, że ze sobą rozmawiają. W międzyczasie jednak dorobili się jakimś cudem niezwykle błyskotliwego potomstwa, które rzuca na prawo i lewo takimi frazesami, że wyprzedza je podkładany sztucznie śmiech. To jeszcze da się przeboleć, choć po kilkunastu minutach oglądania zaczyna już serio irytować, kiedy amerykańskie dowcipy przetłumaczone przez pięćdziesięciolatka nie wiedzieć czemu wcale nie śmieszą. Szczególnie zastosowane w szkole. Ale rodzice generalnie zadowoleni, że dziecko nie włóczy się nigdzie i ogląda śmieszne filmy w TV. Przymknęli tylko drzwi, bo te śmiechy faktycznie denerwują. Zdecydowanie jednak gorszą rzeczą są tak zwane „komedie”, w których gdyby „wypikać” wulgaryzmy, film byłby nudny. W szkole cytowane fragmenty budzą wesołość i szacunek wśród rówieśników. U nauczycieli jakoś nie bardzo. Ale rodzice się przecież śmiali. To jak to jest? Inna rzecz, może nawet bardziej popularna niż telewizja to gry komputerowe. Do historii przeszły już czasy, kiedy statkiem kosmicznym zbudowanym z trójkąta, prostokąta i dwóch kwadracików można było godzinami roznosić na strzępy wrednych kosmitów. Dziś dobra gra to taka, gdzie kradnie się auta, strzela do policjantów, a najlepszy bonus dostaje się po śmiertelnym potrąceniu na pasach kobiety w ciąży. Ma się ten własny komputer. Rodzice kupili, żeby dziecko się nie włóczyło. Nie włóczy się. Siedzi spokojnie w domu. Dajmy mu spokój. Za naszych czasów tego nie było… To prawda. Dziś komputer w zmywarce do naczyń ma większą moc obliczeniową. Ale to niczego nie zmienia, bowiem niechcący zauważyłeś późnym wieczorem, jak tato na swoim laptopie w zapamiętaniu rozwalał z karabinu kolejny oddział arabskich terrorystów… Wnętrzności bryzgały po całym ekranie.A ciebie ostatnio zatrzymał policjant i zwrócił uwagę, że nie masz z tyłu światła w rowerze. W pierwszym odruchu chętnie byś go odstrzelił… Kolejna sprawa - smartfon. Oczywiście jeśli jesteś posiadaczem najnowszego modelu - szczególnie tego z nadgryzionym jabłkiem – jesteś gość i (prawie) wszyscy ci zazdroszczą. Inne w sumie też nie są złe, byle ekran był potężny i szybko ładował się Internet. Oczywiście po co ci użytkowe aplikacje jak słownik angielskiego czy układ okresowy, skoro największą frajdę sprawia robienie głupich min na tle białych kafelków w szkolnej toalecie. Później tylko szybka wrzutka na Facebook. No i co w tym złego? Przecież rodzice też umieścili na swoim profilu fotkę z grilla u cioci Stasi, na której stół uginał się od… butelek, a wujek Zdzichu był już wyraźnie zmęczony. Niestety zapomniałeś naładować baterię i nie mogłeś zadzwonić do domu, że dziś przyjdziesz później. Pożyczyłeś od koleżanki starą Nokię. Ostatnio zauważyłeś graniczące z euforią zadowolenie rodziców. Wykorzystali całą linię kredytową na koncie i zrobili takie zakupy, jakby jutro miała wybuchnąć wojna.- Czemu przelewacie olej do słoików i zamrażacie parówki? – zapytałeś. - Ach, ty nic nie wiesz - padła odpowiedź – była promocja w Lidlu. Można było zwrócić towar, który nie spełniał oczekiwań. - No a tu leżą puste opakowania. - I o to chodzi! Nawet jak puste opakowanie oddasz, to ci zwrócą pieniądze. Jest promocja, trzeba korzystać. Ma się tę głowę na karku, no nie?- A można tak? - A jak nas rząd na każdym kroku okrada, to można?!Niezły przykład połączenia ekonomii z moralnością. A przy okazji rozgrzeszenie. Ktoś nas okrada, więc innych można też okraść. Tylko co wspólnego z Lidlem ma polski rząd? Nagle przypomniałeś sobie jak tata z dumą opowiadał, że w ostatniej podróży służbowej zaoszczędził nieco paliwa i ściągnął je do kanistra jako rekompensatę za to, że ten złodziej szef za mało mu placi. To zaledwie kilka drobnych przykładów, z których wyłania się pytanie: co młody człowiek wyniesie z domu, w którym takie sytuacje mają miejsce? Jakie zasady sobie przyswoił? Czy zdziwienie rodziców, choćby takie jak przytoczone na wstępie może mieć podstawy? Czego się spodziewać gdy w domu panuje pochwała cwaniactwa i nieuczciwości, dwulicowość i wywyższanie się jest na porządku dziennym a przemoc i wulgarny język to dobra zabawa? Wreszcie czym są dwojakie normy, jedne obowiązujące dzieci a inne dorosłych? Zanim więc rodzice po raz kolejny się zdziwią, niech wpierw przyjrzą się sobie i zastanowią się, jakim przykładem są dla swoich dzieci. Bo dzieci uczą się bardzo szybko. ______________________________________________________ Co o tym sądzicie?                               
    266 Dodane przez moravsky
  • Wczoraj oczywiście "za pięć dwunasta"  mój syn, uczeń trzeciej klasy gimazjum, poprosił mnie o napisanie czegoś o zasadach wynoszonych z domu. Ponoć jakąś ocenę ma za to dostać.  Oto moje przemyślenia.  Miało być poważnie, a wyszło jak zwykle... __________________________________________________________   Moralność człowieka kształtuje się w domu Wszyscy się dziś wszystkiemu dziwią. Starsi ludzie zdziwieni mawiają, że za ich czasów nie było tego czy tamtego. Policja dziwi się rozwydrzeniu młodzieży. Nauczyciele dziwią się zachowaniu uczniów. Najbardziej jednak dziwią się rodzice. „U nas w domu się nie przeklina!” „On nie mógłby tego ukraść. Niczego mu nie brakuje.” „Tomaszek to takie spokojne dziecko!” „Skąd te osiem szwów?” Według mnie sprawa jest prosta: na ogół rodzice mają to na własne życzenie, bo tak swoje dzieci nauczyli albo ich nie dopilnowali i wychował je ktoś inny. Przychodzimy na świat bez jakichkolwiek zasad. Nie mamy żadnego pojęcia co to jest moralność. Nie wiemy co jest dobre, a co złe. Nic nie wiemy. Pierwszym autorytetem zawsze stają się rodzice. To od nich uczymy się najpierw najprostszych zachowań. Naśladujemy rodziców we wszystkim. Często podświadomie, nawet jeśli ich nie rozumiemy, bo jesteśmy zbyt mali. Nieraz jednak już w samych zabawach widać, co dzieje się w domu: jedne dzieci gotują obiad dla lalki, prowadzą misia do weterynarza, tymczasem inne wystawiają przy trzepaku komedię: jak to mama chciała wlać bratu kablem, ale w nerwach zapomniała, że na jego drugim końcu znajduje się żelazko. Albo jak ojciec pił wódkę z wujkiem Staszkiem i zrzucił ze stołu miskę z sałatką. Walczył bohatersko próbując ją tuż nad ziemią złapać. Niestety oboje polegli. Dziecko szybko dostrzeże też podwójne normy: jedne dla niego, inne wobec pozostałych. Zosia ma mówić zawsze prawdę - inaczej będzie szlaban na Internet, ale tata już może skłamać mówiąc do mamy: „Jak zadzwoni Zenek (kolega), żeby mu pomóc wnieść meble, powiedz temu frajerowi, że mnie nie ma.”. Czyżby tata zapomniał, że ten „frajer” w zeszłym miesiącu naprawił mu pralkę? To niesamowite, jak szybko Zosia nauczyła się owe dwojakie odważniki zastosować w kontaktach z koleżankami. Pytana przez Małgosię, powie: „naprawdę fajną masz tę bluzkę”. Zaś do Ewelinki i Zuzi użyje cytatu ze znanego filmu: „Tę bluzkę Gośka chyba zarąbała z pomocy dla powodzian”. I znów jest wesoło. Oczywiście Zosia jak i jej rodzice nosi markowe ciuchy i tak samo jak rodzice z byle kim zadawać się nie będzie. Niech każdy zna swoje miejsce. Telewizja ma ogromny wpływ. Mówi się, że zastępuje dziś rodziców. Coś w tym musi być.Sedno tkwi nie tylko w samym odbiorniku, który koniecznie musi być o kilka cali większy niż ten kupiony niedawno przez sąsiada. Tu ważniejsze są filmy, w których pokazany jest współczesny, podobno zabawny model rodziny: ojciec nygus i niedorajda, głupawa mamuśka. Oboje oglądają telewizję i udają, że ze sobą rozmawiają. W międzyczasie jednak dorobili się jakimś cudem niezwykle błyskotliwego potomstwa, które rzuca na prawo i lewo takimi frazesami, że wyprzedza je podkładany sztucznie śmiech. To jeszcze da się przeboleć, choć po kilkunastu minutach oglądania zaczyna już serio irytować, kiedy amerykańskie dowcipy przetłumaczone przez pięćdziesięciolatka nie wiedzieć czemu wcale nie śmieszą. Szczególnie zastosowane w szkole. Ale rodzice generalnie zadowoleni, że dziecko nie włóczy się nigdzie i ogląda śmieszne filmy w TV. Przymknęli tylko drzwi, bo te śmiechy faktycznie denerwują. Zdecydowanie jednak gorszą rzeczą są tak zwane „komedie”, w których gdyby „wypikać” wulgaryzmy, film byłby nudny. W szkole cytowane fragmenty budzą wesołość i szacunek wśród rówieśników. U nauczycieli jakoś nie bardzo. Ale rodzice się przecież śmiali. To jak to jest? Inna rzecz, może nawet bardziej popularna niż telewizja to gry komputerowe. Do historii przeszły już czasy, kiedy statkiem kosmicznym zbudowanym z trójkąta, prostokąta i dwóch kwadracików można było godzinami roznosić na strzępy wrednych kosmitów. Dziś dobra gra to taka, gdzie kradnie się auta, strzela do policjantów, a najlepszy bonus dostaje się po śmiertelnym potrąceniu na pasach kobiety w ciąży. Ma się ten własny komputer. Rodzice kupili, żeby dziecko się nie włóczyło. Nie włóczy się. Siedzi spokojnie w domu. Dajmy mu spokój. Za naszych czasów tego nie było… To prawda. Dziś komputer w zmywarce do naczyń ma większą moc obliczeniową. Ale to niczego nie zmienia, bowiem niechcący zauważyłeś późnym wieczorem, jak tato na swoim laptopie w zapamiętaniu rozwalał z karabinu kolejny oddział arabskich terrorystów… Wnętrzności bryzgały po całym ekranie.A ciebie ostatnio zatrzymał policjant i zwrócił uwagę, że nie masz z tyłu światła w rowerze. W pierwszym odruchu chętnie byś go odstrzelił… Kolejna sprawa - smartfon. Oczywiście jeśli jesteś posiadaczem najnowszego modelu - szczególnie tego z nadgryzionym jabłkiem – jesteś gość i (prawie) wszyscy ci zazdroszczą. Inne w sumie też nie są złe, byle ekran był potężny i szybko ładował się Internet. Oczywiście po co ci użytkowe aplikacje jak słownik angielskiego czy układ okresowy, skoro największą frajdę sprawia robienie głupich min na tle białych kafelków w szkolnej toalecie. Później tylko szybka wrzutka na Facebook. No i co w tym złego? Przecież rodzice też umieścili na swoim profilu fotkę z grilla u cioci Stasi, na której stół uginał się od… butelek, a wujek Zdzichu był już wyraźnie zmęczony. Niestety zapomniałeś naładować baterię i nie mogłeś zadzwonić do domu, że dziś przyjdziesz później. Pożyczyłeś od koleżanki starą Nokię. Ostatnio zauważyłeś graniczące z euforią zadowolenie rodziców. Wykorzystali całą linię kredytową na koncie i zrobili takie zakupy, jakby jutro miała wybuchnąć wojna.- Czemu przelewacie olej do słoików i zamrażacie parówki? – zapytałeś. - Ach, ty nic nie wiesz - padła odpowiedź – była promocja w Lidlu. Można było zwrócić towar, który nie spełniał oczekiwań. - No a tu leżą puste opakowania. - I o to chodzi! Nawet jak puste opakowanie oddasz, to ci zwrócą pieniądze. Jest promocja, trzeba korzystać. Ma się tę głowę na karku, no nie?- A można tak? - A jak nas rząd na każdym kroku okrada, to można?!Niezły przykład połączenia ekonomii z moralnością. A przy okazji rozgrzeszenie. Ktoś nas okrada, więc innych można też okraść. Tylko co wspólnego z Lidlem ma polski rząd? Nagle przypomniałeś sobie jak tata z dumą opowiadał, że w ostatniej podróży służbowej zaoszczędził nieco paliwa i ściągnął je do kanistra jako rekompensatę za to, że ten złodziej szef za mało mu placi. To zaledwie kilka drobnych przykładów, z których wyłania się pytanie: co młody człowiek wyniesie z domu, w którym takie sytuacje mają miejsce? Jakie zasady sobie przyswoił? Czy zdziwienie rodziców, choćby takie jak przytoczone na wstępie może mieć podstawy? Czego się spodziewać gdy w domu panuje pochwała cwaniactwa i nieuczciwości, dwulicowość i wywyższanie się jest na porządku dziennym a przemoc i wulgarny język to dobra zabawa? Wreszcie czym są dwojakie normy, jedne obowiązujące dzieci a inne dorosłych? Zanim więc rodzice po raz kolejny się zdziwią, niech wpierw przyjrzą się sobie i zastanowią się, jakim przykładem są dla swoich dzieci. Bo dzieci uczą się bardzo szybko. ______________________________________________________ Co o tym sądzicie?                               
    Dec 02, 2016 266
  • 05 Aug 2016
    Grupa SynthOne powstała nieco ponad rok temu. Pierwotnie miał to być pojedyńczy projekt z udziałem Kenjiego Tanaki - AMATERAS'a i Marcina Litwina.Dzięki tej kooperacji powstał  utwór ZION & Krystian Conde - '80 come back to us, w którym gościnnie wziął udzial właśnie Kristian Conde. Po niedługim czasie Marcin Litwin skupił się na własnej twórczości jako SpaceQuake.Na szczęśćie współpraca z Kenjim Tanaką trwa nadal. Zmianie ulegla jedynie nazwa grupy. Kilka miesięcy temu dołączył do nas Krzysztof Cybulski - KrissOwoce naszej współpracy pojawią się juz wkrótce jako fizyczny krążek CD...
    256 Dodane przez Rob Van Der Guy
  • Grupa SynthOne powstała nieco ponad rok temu. Pierwotnie miał to być pojedyńczy projekt z udziałem Kenjiego Tanaki - AMATERAS'a i Marcina Litwina.Dzięki tej kooperacji powstał  utwór ZION & Krystian Conde - '80 come back to us, w którym gościnnie wziął udzial właśnie Kristian Conde. Po niedługim czasie Marcin Litwin skupił się na własnej twórczości jako SpaceQuake.Na szczęśćie współpraca z Kenjim Tanaką trwa nadal. Zmianie ulegla jedynie nazwa grupy. Kilka miesięcy temu dołączył do nas Krzysztof Cybulski - KrissOwoce naszej współpracy pojawią się juz wkrótce jako fizyczny krążek CD...
    Aug 05, 2016 256
  • 31 Jul 2016
    Do muzyki pociąg miaem już pacholęciem bedąc.Gdy oyczym mój do pracy wychodził, ja zabierałem się za jego akordeon.Szło jak szło, ale później zacząłem poszukiwać lżejszego narzędzia do emisji dźwięku...Tak trafiłem do MDKu. Tak nastapił pierwszy kontakt z PRAWDZIWYM syntezatorem.Instruktor dał m także pewne podstawy, choć przyznam... Jak widzę pięciolinię to dostajęlęku wysokości :DZanim posiadłem komputer i Fruity Loops (FLStudio), mój pierwszy kontakt z DAW'em miał miejsce u kolegi.Posiadał on konsolę PS1 i programik nieco przypominający wspomnianego FL'a - Jetster Magix Music Maker.
    254 Dodane przez Rob Van Der Guy
  • Do muzyki pociąg miaem już pacholęciem bedąc.Gdy oyczym mój do pracy wychodził, ja zabierałem się za jego akordeon.Szło jak szło, ale później zacząłem poszukiwać lżejszego narzędzia do emisji dźwięku...Tak trafiłem do MDKu. Tak nastapił pierwszy kontakt z PRAWDZIWYM syntezatorem.Instruktor dał m także pewne podstawy, choć przyznam... Jak widzę pięciolinię to dostajęlęku wysokości :DZanim posiadłem komputer i Fruity Loops (FLStudio), mój pierwszy kontakt z DAW'em miał miejsce u kolegi.Posiadał on konsolę PS1 i programik nieco przypominający wspomnianego FL'a - Jetster Magix Music Maker.
    Jul 31, 2016 254